Narodowo-socjalistyczni rządcy „Wolnego Miasta” coraz szczerzej i wyraźniej dają Polsce i światu do zrozumienia, że głównym celem ich polityki jest przyłączenie Gdańska do niemieckiej „ojczyzny”. Oczywiście działają oni w ścisłym porozumieniu z rządem niemieckim i od niego otrzymują wskazówki i rozkazy.
Hitleryzm zatem otwarcie wyciąga rękę na południu — po Górny Śląsk (patrz sprawa tajnej organizacji hitlerowskiej), na północy—po Gdańsk. Na jedno chcemy zwrócić uwagę. Od kilku lat rząd sanacyjny prowadzi filoniemiecką politykę zagraniczną. P. Beck jeździł z wizytami do Berlina, w Białowieży polowali pruski premier Goering i... prezes senatu gdańskiego Greiser. Hitler zapewniał o swym pokojowym do Polski stosunku. Gazety sanacyjne chełpiły się, że udało się zawrzeć z „Ill-ą Rzeszą" pakt nieagresji, że zabezpieczyliśmy się na zachodniej granicy. Byli i tacy sanatorzy-entuzjaści p. Becka, którzy pisali broszurki o... dziejowym przełomie w stosunkach polsko-niemieckich...
Wielokrotnie na łamach prasy Ruchu Młodych zabieraliśmy głos w sprawie „sanacyjnej” polityki zagranicznej. Dziś jesteśmy świadkami rozpadania się tego domku z kart, z takim mozołem kleconego przez sanację. „Pokojowe“ i „przyjazne” Niemcy wyciągają łapę po Gdańsk, buntują senat gdański przeciwko Polsce. Krzyżak nie przestał być krzyżakiem, ale może naiwni i ślepi sanatorzy przestaną być naiwnymi i przejrzą?
Nie tylko Gdańsk, ale i Królewiec leży w ramach planów politycznych Ruchu Młodych. Bo tylko Bałtyk może stanowić pewną i bezpieczną, północną granicę Wielkiej Polski.
Wojciech Kwasieborski
Opracował: Krystian Parzątka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz