poniedziałek, 13 lipca 2026

Jan Engelgard - MOJE LEKTURY: Przeznaczenie nie omija Warszawy

Wznowienie wspomnień Luciany Frassati (1902-2007), włoskiej pisarki i poetki, zafascynowanej Polską, żony Jana Gawrońskiego. Przed wojną poznała Bolesława Piaseckiego, którym była zafascynowana. Kiedy Piasecki został aresztowany przez Niemców 17 listopada 1939 roku – podjęła wysiłki na rzecz jego uwolnienia, korzystając z pomocy ambasady Włoch i samego Benito Mussoliniego. Udało się. Po wojnie Piasecki korespondował z Frassati, zachowały się jego pisane ręcznie listy do niej (głównie z lat 60.). Tu fragment spotkania z Piaseckim, którego odwiedziła w więzieniu na Rakowieckiej pod koniec 1939:

„Drzwi otworzyły się nagle i pojawił się w nich Piasecki, prowadzony przez strażnika. Uszczęśliwiona, z ulgą podbiegłam do niego, zatrzymałam się jednak natychmiast porażona jego wyglądem: nie widziałam go od miesięcy; niezmienione pozostały w nim tylko ten bam pewny wzrok, opanowanie i spokojny, a zarazem radosny ton głosu. Więzienie wyniszczyło go fizycznie: wychudzony, z ogoloną głową, okryty jedynie płaszczem, który miał na sobie w chwili aresztowania i który teraz wydawał się należeć do kogoś znacznie większego, sprawiał przygnębiające wrażenie.
Przyznał, że cierpi z powodu zimna, lecz była to jego jedyna skarga. Przez cały czas trwania naszej rozmowy był niemal wesoły, tak że na moment udało nam się niemal zapomnieć, gdzie się znajdujemy. W pewnej chwili zdaliśmy sobie sprawę, że strażnik podsłuchuje naszą rozmowę; jednak jak tylko się odwróciliśmy, ten, z obojętnym wyrazem twarzy, opuścił pokój, zostawiając nas samych. Mogłam wtedy zapewnić Bolesława, że robimy wszystko, co w naszej mocy, żeby wyciągnąć go z tego strasznego miejsca: ze wzruszeniem odpowiedział mi, że przybyłam w samą porę, gdyż jeszcze tego samego dnia miano go przenieść do innego więzienia. Ze łzami w oczach spytał mnie następnie o swoją narzeczoną, Halinę. Wspomnienie ukochanej przypomniało mu szczęśliwe życie, które niegdyś wiódł i które, po raz pierwszy, wydało mu się możliwe do odzyskania. Gdy się żegnaliśmy, z ufnością uścisnął mi rękę, ja zaś odeszłam zbudowana jego postawą.
Tego samego popołudnia udałam się ponownie do Meisingera, który, nie mając pojęcia o mojej wizycie na Rakowieckiej, zapewnił mnie, że osobiście zajmie się sprawą Piaseckiego”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz